PL / EN

Sunday Morning

 

Akurat zdażyło się tak, że ostatnio zostałam sama na 3 tygodnie z Heniem i z drugim bobasem w brzuchu. To są właśnie blaski i cienie posiadania dużej rodziny. Ferie w tym roku przypadły stosunkowo późno. Michał i dziewczynki polecieli na Filipiny. Mnie nikt już by nie wpuścił do samolotu (Wolno latać do 32 tygodnia ciąży). No trudno! Pomyślałam, że przed nami kilka samotnych weekendów. Ale może jednak nie takich złych;)

Każda mama wie, że tak naprawdę jak się zostaje tylko z jednym dzieckiem jest dużo prościej. Młody osobnik wyczuwa jakby, że jesteśmy tylko we dwoje i mam takie wrażenie, że stara się zachowywać poprawniej. A może po prostu jest mniej rozbzikane, może dostaje wiecej uwagi….nie wiem. Okazało się, że stanowimy z Heniem całkiem dobry team i radzimy sobie świetnie!

 

Wyjścia do miejsc publicznych 

Takich jak kawiarnie, restauracje. Ile można siedzieć w domu, a robienie bałaganu w kuchni w zasadzie dla jednej osoby też się mija z celem. No i w końcu jest niedziela, wiec umówiłam się z koleżanką na późne śniadanie. Zanim przyszła Heniek zdążył już się zapoznać ze wszystkimi gośćmi, zostać królem parkietu (na którym był tylko on sam jeden) wylać kawę,  wodę, zdjąć skarpety. A potem jak udało nam się zjeść w kocu śniadanie sprawić, że niezwłocznie spaliłam wszystkie kalorie.

 

Test miejsca i znajomości.

Oczywiście nie każde miejsce i nie każda kawiarnia się do tego nadaje. Mieszkamy w samym centrum i paradoksalnie nie ma ich tutaj za wiele. Kusi mnie generalnie, żeby pomyśleć o takim biznesie (ale chwilowo mam inne rzeczy na głowie). Wybieram te, w których rzeczywiście jest dużo miejsca, są jakieś wygodne kanapy czy fotele, kącik dla dzieci. A nawet jeśli go nie ma to chociaż ludzie i obsługa wyrozumiali na tyle, że nie będziemy musieli wychodzić po 15 minutach.

 

 

Druga sprawa to znajomi. Nie wszyscy są w stanie udźwignąć notorycznie przerywaną konwersację, wszędzie walające się resztki jedzenia i narażenie na zniszczenia sprzętów elektronicznych. Moja znajoma, choć jest bardzo młodą dziewczyną, ma niebywały dar i jest idealnym kompanem takich szalonych spotkań. Mało to! Jest w stanie jeszcze wyciągnąć aparat i zrobić piękne klimatyczne zdjęcia. Uchwycić magiczne momenty, dzięki którym prawdopodobnie nie zawaham się i będę chciała tą akcję powtórzyć. 

 

 

 

I nadszedł czas drzemki…

Wyobraźcie sobie, że przez większość zimy woziłam Henia w samym kombinezonie. Dopiero jak zasnął przykrywałam go kocykiem (za żadne skarby nie chciał się na to zgodzić wcześniej). Mijałam po drodze do parku rozanielone mamuśki, których pociechy spały grzecznie, bądź szykowały się do drzemki w śpiworkach. Zaczęłam się rozglądać za podobnym, w La Millou znalazłam niezwykle piękny! Aksamitny, welurowy w kolorze ciemnego granatu. Wodoodporny, montowany bezpośrednio do wózka, ze spektakularnym futrzanym kapturem. Ale tym razem nie kwestie wizualne są tutaj najważniejsze.  Gdybym pokazała wam nagranie na którym Heńkowi opadają powieki i zasypia w nim w 3 sekundy obawiam się, że szybko mogło by się stać hitem na youtube. Najważniejsze, że dziecku jest ciepło, wygodnie i bezpiecznie jak w kokonie.

 

 

zdjęcia: Michaela Metesová | Bulletproof Warsaw

mój dresik i Heniowe ubranka: F&F oraz Roe and Joe

błękitny sweter: Risk, buty: Toms 

Płaszcz: Zaquad 

Wózek: Cybex, śpiworek: La Millou

Użyte produkty:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

INSTAGRAM