PL / EN

Me Myself & I

 

Chciałabym mieć kiedyś dom. Nie musi być duży i nie musi mieć marmurowego Dawida z fontanną w ogrodzie. Ważne, żeby był mój, współgrał ze mną i żebym czuła, iż jest to moje miejsce na ziemi. Żeby było w nim możliwie dużo naturalnego materiału. I żeby z okien był ładny widok. 

 

Kontakt z materią

 

Jest bardzo ważny. Dawniej nawet nie rozumiałam co to. I myślałam, że plastikowe okna są spoko. Potem zaczęłam chorować na przeróżne choroby. Atopowe zapalenie skóry, depresje, lęki, zmęczenia. Brakowało mi czegoś, ale nie potrafiłam tego nazwać. Jestem dziewczyną z Borów Tucholskich. Tam się wychowałam. W domu z widokiem na las. Duże miasto, pęd, do którego sama tak ciągnęłam, okazał się nie dla mnie. A może dla mnie, tylko inaczej trzeba do niego podejść. Studiowałam modę w Londynie. Kierunek był trudny i stresujący. Do tego praca. Miasto wielkie i przytłaczające. Brudne. Eco marchewka kosztowała dziesięć funtów, a przejażdżka na koniu z workiem pod pupą pięćdziesiąt funtów. Średnia przyjemność. Nie można było nawet się rozpędzić. 
 
 
 

 

Wabi Sabi. 

 
Moją współlokatorką była  wówczas Ksenia pochodząca z Rosji. Ksenia, żyła na obczyźnie tak samo jak ja, w takim samym pędzie albo i większym, bo  pracowała w agencji reklamowej (do której wychodziła o zmroku i wracała o zmroku). Ona właśnie powiedziała mi o Wabi-sabi.

 

Wabi-sabi wywodzi się z Kraju Kwitnącej Wiśni, słowo „wabi” oznacza prostotę, natomiast „sabi” – piękno wynikające z upływu czasu. Japońska filozofia stoi w sprzeczności z konsumpcjonizmem i codziennym pędem w życiu, odwołuje się do potrzeby autentyczności. Docenia to, co wiekowe i zachęca do szukania piękna w niedoskonałościach.

 
 
 
 
 
 
We wnętrzach urządzonych zgodnie z wabi-sabi eksponuje się niedoskonałość, naturalne materiały oraz przedmioty z historią. Liczy się autentyczność i piękno wynikające z upływu czasu.

Ucieczka z miasta!  

 
Dziś wiem, że wystarczy robić przerwy.  Nie podchodzić do spraw tak poważnie. Umieć wyciągąć kabel z wtyczki. Odłączyć się od świata. Jest kilka takich miejsc, niektóre nawet bardzo blisko. Poza moim domem rodzinnym jedno zaledwie czterdzieci pięć minut od Warszawy. To Domek nad Wisłą. Niesamowite miejsce. Cudowny widok. Drewno, kamień…i 
 

gorąca woda! 

Czyli sauna z prysznicem.

Zmiany

Wprowadziłam wiele zmian. Żyję wolniej, jem lepiej. Noszę tylko naturalne tkaniny (innych nie mogę ze względu na problemu ze skórą). Nie potrzebuję dużo do życia, tyle tylko ile jest niezbędne. Wiem, że myślicie, iż jest inaczej, bo w końcu jestem stylistką. Na pewno mam wszystkiego dużo! Otóż nie. Mam bardzo mało.  Być może dlatego, że mogłabym mieć. Kupuję bardzo rozważnie. Wybieram rozważnie. Nie przyjmuję byle czego. Nago to marka z filozofią. Dbająca o przyszłość. Naszą i naszej planety. Nie tylko ot tak…z marketingowego punktu widzenia. Ale na serio. To właśnie ubrania tej marki wybrałam ostatnio i to je możecie zobaczyć na zdjęciach. 

 
 
 
 
Lokacja: @domeknadwila
Produkcja: Martyna Tkacz 

Użyte produkty:

 
   

INSTAGRAM