PL / EN

Moja wodna przygoda

 

 

„Ciociu,  woda to życie” usłyszałam kiedyś od mojej pasierbicy, która wypiła właśnie (prawie duszkiem) 0,5 litrową butelkę wody. O rety! Pomyślałam wtedy, 10-latka wie lepiej ode mnie, co jest podstawą zdrowego życia. Niewykluczone, że był to  po prostu zasłyszany gdzieś tekst dorosłych. Setki sesji zdjęciowych, pęd w jakim żyłam przez ostatnie dziesięć,  bądź nawet piętnaście lat sprawił, że prawie nie piłam. Nigdy nie byłam fanem wody. Po prostu wody. Trudno mi było zrozumieć,  że ludzie zamawiają ją w restauracjach. Serio. Podziwiałam osoby, które potrafiły się zorganizować i jeśli spodziewały się, że  w podrzędnym hotelu nie będzie butelki wody przy łóżku, uprzednio się w nią  zaopatrzyć. 

 

Miałam krótsze, bądź dłuższe momenty, że zapisywałam w notesie szklanki wody, które wypiłam. Pracując jako stylistka i redaktor mody w magazynie Glamour zakupiłam piękną szklaną karafkę i postawiłam ją dumnie na biurko. Ale zawsze (prędzej czy późnie)j wpadałam w ciągi kawowo-słodyczowe, które trzymały mnie przy życiu. W mojej branży nie ma miejsca na „slow”. Musisz być przebojowy, głośny, podporządkować sobie czasem cały plan zdjęciowy w kilka minut. Stąd na planach zdjęciowych nieustające dostawy kofeiny, napojów energetycznych i sacharozy w najróżniejszej postaci.  Szczęśliwie ominęła mnie nikotyna, bo pewnie paliłabym papieros za papierosem.

 

 

Ciąża i karmienie (mimo, że dostałam tą szansę od losu podwójnie) też nie za bardzo na mnie wpłynęło. Pracowałam cały czas. W dzień porodu robiłam jeszcze okładkę pewnego poczytnego magazynu mody choć ledwo się już poruszałam. Gdy usłyszałam od położnej,że jako ?karmiąca matka? powinnam wypijać 4,5 l wody dziennie, złapałam się za głowę. Chyba tyle nie wypiłam w całym swoim życiu! (To oczywiście żart)..Po tym jak rozstałam się z ojcem moich dzieci, przeżywała bardzo trudny okres. Potem zaczęłam robić małe kroczki w kierunku większej stabilizacji umysłowej i spokoju. Wszyscy mi powtarzali „zadbaj o dzieci teraz i o siebie” , „skup się na sobie”,  „idź na jogę”,  ?medytuj?. Myślałam, że to takie same porady, jakie ja daję odbiorcom programów o modzie, w postaci „noś kozaki na słupku”  Ale zastosowałam się.

 

 

I nagle na kursie jogi  spostrzegłam, że każda pani przychodzi z butelką. Jest również kącik, gdzie można sobie zaparzyć pyszną ziołową herbatkę Mama na urodziny kupiła mi miedzianą butelkę (miedź ma niesamowite właściwości oczyszczające, ale wpływa także na smak wody).Nie znoszę plastikowych butelek i jednorazowych kubeczków! Ich widok przyprawia mnie o ból serca, a wyobraźnia podpowiada, żeby nie spożywać płynu do którego przenikają cząstki plastiku. Jeszcze gorzej, gdy płyny takie podgrzewane są na słońcu.

Co robię teraz? 

Zrozumiałam. Ktoś niedawno opowiedział mi mrożąca krew w żyłach o dwóch kobietach, które zmarły w wyniku zatoru. 40-latki. Zapracowane. Jedna była lekarzem, druga doradcą biznesowym. Pod wpływem stresu non stop. Nie piły, praktycznie w tym pędzie zapominały o wszystkim i nie przyjmowały wystarczającej ilości płynów. Cholerka, pomyślałam. Ja mam 38 lat, Rocznego i trzyletniego synka.Nie mogę tak. Zapisałam się na serię zabiegów oczyszczających organizm z toksyn Yosi Dom. To rodzaj japońskiej sauny nagrzewającej ciało od środka.W dniu zabiegu zero kawy ,ale dużo płynów Nie byłabym sobą, gdybym nie złamała pewnych zakazów. Przypłaciłam dwukrotnie potwornym bólem głowy. Wystarczyło. Moment, kiedy dźwięk grającej zabawki jest dla Ciebie hukiem jakbyś stała pod samą sceną zespołu heavymetalowego sprawił,że  zaczęłam się zastanawiać dlaczego? Ok. Za mało płynu. 

Mieszkam teraz w uroczym miejscu Codziennie chodzę z synami do ujęcia wody głębinowej. Nalewamy ją  do szklanych butelek. Widzę ile wody ubywa w butelkach. Dbam by dzieci piły. Teraz jako matka muszę mieć zawsze przy sobie bidonik z wodą. 

 

 

Jeszcze kilka miesięcy temu w nocy na przemian budził mnie raz jeden  raz przez drugi. Rano, stymulowana już wizją kolejnego ekscytującego projektu w pracy dopełzałam dosłownie do kuchni i pierwsza czynność która robiłam to sięganie po pudełko z kawą. Zdarzało mi się nieraz w sennej malignie wsypać mleko w proszku (takie dla dziecka) do kubka i zorientować się dopiero w momencie zalewania go wodą. Teraz jest inaczej Zaczynam od wody. Nawet gdybym miała się do niej trochę zmusić. Z rana lekko podgrzana przychodzi mi łatwiej. Dopiero potem kawa. A przed nią i po niej również szklanka wody obowiązkowo. „Poszłam w herbatki”, i to takie ładne (w końcu jestem stylistka) pełne koszyczki rumianku czy kwiaty hibiskusa w japońskiej filiżance. Ach, coś pięknego. Napiszę  o tym jeszcze, bo jestem na tropie kolejnego sensacyjnego materiału do felietonu. Idzie lato. Garden party. Jazda na rowerze, jazda konna, wysiłek, zdrowy czas na świeżym powietrzu. Lemoniady, płatki  róż, cytryna, kostki lodu w pięknych szklankach. To moja przyszłość. Nie liczę już, nie zmuszam się siłowo. Wyrobiłam kilka nawyków i nagle okazało się, że mam potrzebę taką. Przestał mnie kusić automat z colą, gdy mam w zanadrzu swoją miedziana butelkę z wodą.

 

Użyte produkty:

   

   

INSTAGRAM