PL / EN

Family Time in Mexico

Dużo podróżuję. Naprawdę, przez ostatnie 15 lat zwiedziłam połowę świata (no może przesadzam). Bawią mnie i zastanawiają mody na pewne miejsca. Był boom na Bali. Był sezon na Mykonos. A teraz przyszła kolej na Tulum. 

Wystarczy przejrzeć instagram, żeby się zorientować, że to aktualnie najmodniejsza destynacja. Czy w związku z tym warto tam się wybrać? Czy lepiej trzymać się z daleka?

Meksyk jest naprawdę magiczny. Ma kilka kluczowych zalet. Jedną z nich jest interesująca wiekowa historia. Super jest zwiedzić kilka świątyń i miejsc kultu dawnych plemion indiańskich. Piramidy Inków są naprawdę imponujące. To bardzo ciekawa karta w historii świata i warto się z nią bliżej zapoznać. Bogata kultura polegająca na mieszaniu się tu różnych wpływów jest naprawdę inspirująca. A niesamowita wręcz przyroda, piękne piaszczyste plaże i ciepła woda to coś co długo będziecie pamiętać. 

 

Niewymuszone atrakcje  

Tak naprawdę w Meksyku, a zwłaszcza w Tulum, należy wcisnąć przycisk „enjoy your life” i po prostu cieszyć się z każdego dnia tutaj przeżytego. Jedzenie jest wprost przepyszne. Smak tutejszego awokado nie da się porównać z żadnym innym na świecie. Oczywiście można zjeść super niezdrowo, tłusto i ciężko. Ale w samym Tulum jest masa modnych restauracji i knajpeczek, które serwują zdrowe, organiczne, fit jedzenie, na dodatek przepięknie podane. Lubimy zapuścić się do lokalnych miejsc i tu też mieliśmy szczęście do przepysznych lokalnych tacos oraz prostych nieskomplikowanych potraw. Klimat sprzyja raczej temu, żeby jeść częściej ale w mniejszych ilościach.  Udało nam się nie zatruć,  a to podobno się tu zdarza. Na nic się nie szczepimy (wiele osób mnie często o to pyta). Tym razem wylądowaliśmy w lokalnym szpitalu, ale z katarem i bólem gardła. Pomijając, że było to raczej ciekawe przeżycie, był do dla nas też odpowiedni pretekst, żeby przedłużyć pobyt o kilka dni. Taki właśnie jest Meksyk- po prostu chcesz tu zostać! 

 

 

 

Coś dla ducha..

To właśnie ta rosnąca moda na spirytualizm, jogę, medytacje i życie w 100% z naturą spowodowała boom na tak naprawdę bardzo malutką cząstkę Meksyku jaką jest Tulum. Wszystko kręci się w zasadzie dookoła hotelu Nomade i Azulik. Hotelu, który w całości korzysta z energii tylko przez siebie wytworzonej. Oczywiście, że hype na ręcznie tkane pufy, łapacze snu i tuniki z surowego płótna wytworzyli blogerzy, ale to wszytko jakoś tutaj idealnie pasuje. Co mam wam powiedzieć – jest pięknie, piękni ludzie, dookoła wszyscy medytują i zdrowo się żywią. To miejsce, gdzie plastikowa słomka jest absolutnie zakazana. Ale mi, bardziej niż „drinkowanie” w fancy hotelach, przypadło do gustu nurkowanie z żłówiami i pływanie w podziemnych cenotach. Co również zalicza się do obowiązkowych atrakcji każdej szanującej się instagramerki. 

 

 

Shopping time! 

To raj dla kogoś, kto kocha lokalną sztukę i ręczne wyroby – od ubrań i biżuterii poczynając, a kończąc na meblach i wyrobach wnętrzarskich. Ręcznie plecione hamaki i huśtawki są tak piękne, że od razu zaczynasz kombinować jak upchnąć je w walizce. Do tego dochodzą wielobarwne ręcznie tkane poduszki i koce. Trochę srebra i ceramika. O ile butiki przy najmodniejszej ulicy z  nowopowstałymi małymi, ale bardzo cool, markami (dla kogoś kto interesuje się modą to zawsze ciekawa sprawa), to są one raczej dosyć kosztowne. Wymieszane z tymi lokalnymi tworzą bardzo interesujący etniczny mix, ale polecam wam znowu bazary przy drogach i w nieco innych miejscach, będzie to napewno tańsza przygoda. 

 

 

 

Podsumowując

Naprawdę warto! Do moich ukochanych miejsc ubiegłego roku należą Japonia, Sri Lanka i właśnie Meksyk. Na pewno będę tutaj wracać. Podejrzewam, że w niektórych miejscach będzie się ten kraj bardzo zmieniał. Ale jedno jest pewne – takiego słońca, plaży i jedzenia każdy z nas w życiu powinien zasmakować.

 

 

Użyte produkty:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

INSTAGRAM