PL / EN

Jak radzić sobie z dwójką dzieci i nie zwariować

Każda mama jest trochę szalona, albo ma bzika, albo zdarza się jej zachować jak totalnej wariatce. To normalne. Szaleństwo jest nieodłączną częścią macierzyństwa. Zarówno to w czasie zabaw, jak i wtedy kiedy odchodzimy od zmysłów, gdy dziecko jest chore oraz w normalnych codziennych sytuacjach, kiedy to mamy ochotę wyskoczyć z okna. A zatem co? No nie da się nie oszaleć. Należy po prostu wrzucić na luz i pożegnać się z ułożonym wymuskanym życiem. 

W kuchni piętrzą się stosy brudnych naczyń. Dzisiejszą noc zaliczam do średnio udanych. Mam podział. Bardzo udana, średnio udana i fatalna. Z utęsknieniem czekamy na dźwięk domofonu i pojawienie się niani. Śmieszne ze nianie na wejściu praktycznie zamiast „Dzień Dobry” pytają „Jak noc”. Muszę przyznać, że z każdym dniem jest coraz lepiej, albo dzisiaj tak mi się wydaje. Po urodzeniu Jana odczekałam tydzień i wróciłam do pracy. Tak wiem! To szaleństwo, ale pozostanie z nim i moim starszym synem Heniem wydawało  mi się jeszcze większym szaleństwem. A zatem co? Poszłam na łatwiznę. Uciekłam z małym do biura, gdzie mogę go zawsze wcisnąć jakiejś koleżance na kilka minut, a Heniek spędza miło czas w parku, bawiąc się i rozrabiając razem z nianią. O 15-tej ląduję jednak z dwójką i znowu okazuję się być wyrodną matką modląc się tylko o to, żeby mój partner już wrócił, porozmawiał ze mną, przytulił i przejął jedno dziecko.

 

 

Maleństwo w domu. 

Wiadomo trzeba je mieć blisko. Bieganie do drugiego pokoju na wezwanie elektroniani nie jest dla mnie. Zainstalowałam plecioną kołyskę na wyciągniecie ręki nad naszym łóżkiem. Widziałam takie na Bali i w Meksyku. Szczęśliwie możecie je nabyć bardzo sprawnie i szybko w Bohoswing. To rozwiązanie sprawdza się świetnie! Zdarza mi się leżeć i bujać kołyskę nogą. W ten sposób mogę choćby napisać ten tekst. Nogi zaczęłam też wykorzystywać do zabawy ze starszym synem. Robie z nich zjeżdżalnie, huśtawkę czasami łaskoczę bądź głaszczę go stopą. Wiem, brzmi to makabrycznie. Potrafię też wyłączyć światło nosem, rozpoznać płacz mojego dziecka z pośród miliona innych i spędzić sześć godzin na fotelu bujanym, bujając się nonstop. Wiem jestem wariatką.

Co się ze mną stało? 

Nic, poza tym, że coraz częściej wyglądam jak opętana kobieta. Włosy matki karmiącej to jest jakaś fryzura Einsteina, staram się nie poddawać i okiełznać je jakoś spinkami. Na szczęście ten sezon jest dla mnie bardzo łaskawy – opaski i spinki stały się nagle bardzo modne. Dalej noszę jedwabne podomki. Strzępy mojego luksusowego życia, niestety na wyprasowanie ich już nigdy nie starcza mi czasu. Otaczam się niezliczoną ilością poduszek. I udało mi się ogarnąć kilka bezcennych telefonów do kosmetyczek i manikiurzystek, które przyjeżdzają do domu. Jednym słowem wychodzę na prostą!

Znajomość trendów

Rozszerzona garderoba chłopców pęka w szwach, a ja wiem wszytko o dziecięcych ubrankach. Mogę je godzinami składać, przekładać i kompletować. Czyli, jednym słowem kolejne wariactwo. Nie będę się powtarzać, bo poza nowymi lokalnymi brandami i małymi markami ponad wszytko kocham Newbie i Petit Bateau.

Jedno jest pewne. Nie grozi mi samotność. Na pewno nie przez następne dziesięć lat, a pewnie i dużej. Mam plan na siebie, zamierzam zostać pozytywną matką wariatką. Na czytanie poradników i słuchanie porad nie za bardzo mam czas. Staram się jak mogę przetrwać w tym zwariowanym pędzie dnia codziennego. Wiem, że są ludzie którzy mają trójkę, czwórkę i więcej dzieci i jakoś sobie radzą. Kiedy mi ciężko przypominam sobie, że dawniej  ludzie nie mieli pampersów i już wszystko jest ok! 

zdjęcia: Michaela Metesová | Bulletproof Warsaw

 

Użyte produkty:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

INSTAGRAM