PL / EN

Inhale, Exhale

 

 Dziś przyszło mi do głowy miłe wspomnienie wakacji i tego jak byłam zorganizowana w te dni. Zaczynałam od medytacji, najczęściej na balkonie (czasami tylko przy częściowo otwartym). Nauczyłam się rutyny i mobilizacji do wykonywania ćwiczeń w zaciszu domowym. Nie do końca takim “zaciszu”, bo prowadziłam dla Was również live-y z trenerką osobistą Martą Gorącą. Jak wygląda to teraz?

 
 
 

Medytacja została. Jest dla mnie tak samo ważna jak kawa czy mycie zębów. Dodatkowo wprowadziłam ćwiczenia oddechowe. Przeznaczam na to około 10-20 min. dziennie. A zatem relatywnie nie tak dużo. Profity są ogromne. Wyciszenie, ład, porządek, spokój w głowie. A co za tym idzie, również szczęście. Na pewno będę chciała rozwijać tą drogę jeszcze bardziej. Jeśli chodzi o ćwiczenia, to sama sobie daję dwóję. Ostatnio zmuszenie się do czegokolwiek, jakiegokolwiek wysiłku fizycznego jest dla mnie katorgą. 
 
 
 
 
Chyba już wiem jaki popełniłam błąd. Moje piękne treningowe ubrania, te które widzicie tutaj na zdjęciach z marki Thisiscommitment wrzuciłam wysoko na szafę. I przerzuciłam się na dresy. Mało tego. Marka w kolejnej odsłonie zdecydowała się na doprodukowanie  właśnie dresów, a ja w zasadzie przestałam z nich wychodzić. I owszem, są świetne na włóczenie się po domu, odprowadzanie dzieci do żłobka czy włóczenie się po parku, ale profesjonalna dobrze skrojona “odzież sportowa” jednak zobowiązuje dużo bardziej. 
 
 
 
 
Co Wam radzę? 
 
Zobaczcie sobie na stronie marki dzianinowe bluzy i spodnie. Zakochacie się! Zwłaszcza w unikatowych soczystych kolorach. I jeśli tylko macie chęć, wskakujcie w dres. Ja obiorę inny kurs. Zamierzam codziennie rano naciągać na siebie te świetnie skrojone leginsy z szeroką gumą i top choćby tylko po to, żeby chodzić w nim po domu i robić ćwiczenia oddechowe. Wówczas inaczej na siebie patrzymy. Inaczej chodzimy. Zaczynamy się prostować, wciągać brzuch. Mimowolnie.  
 
 
 
 
 
Jestem święcie przekonana, że obserwacja własnego ciała prędzej czy później zmusi nas do podniesienia się z kanapy i wykonania kilku pompek albo przysiadów. Ubierając się w taki strój od razu widzisz, że przytyłaś kilo czy dwa i nie ukrywasz tego pod bluzą w rozmiarze xxl,by odkryć to dopiero na wiosnę. 
 
 

Lubię swoje ciało i uwierzcie mi, to nie chodzi o jakieś katowanie się. Nie, nie, nie, ja jako mama dwóch takich “little monsters” nie mogę sobie na to pozwolić. Bardziej chodzi o walkę z lenistwem i bycie w formie. 
 
 
 
Wsłuchanie się we własne potrzeby, obserwowanie własnego ciała. Jestem teraz w czasie terapii i nadrabiam zaległości z tym związane. Nie chodzi o pomadkę czy obcasy, które i tak zrobią z nas “szprychę”, ale o kogoś, kto dobrze czuje się we własnej skórze. Tak po prostu. 
 
 
 

Użyte produkty:

 
   

INSTAGRAM